Inhaltsverzeichnis

Dieser Text stammt aus dem Austellungskatalog:
"Wach auf mein Herz und denke!" - Zur Geschichte der Beziehungen zwischen Schlesien und Berlin-Brandenburg
"Przebudz się, serce moje, i pomyśl" - Przyczynek do historii stosunków między Śląskiem a Berlinem-Brandenburgia
Hrsg.: Gesellschaft für interregionalen Kulturaustausch - Berlin / Stowarzyszenie Instytut Śląskie - Opole
Berlin-Oppeln 1995, ISBN 3-87466-248-9 sowie ISBN 83-85716-36-X



Franz Nuscheler, Duisburg

"STULECIE UCHODŹCÓW"

Ucieczka i wypędzenie to temat poruszany w najstarszych nawet literackich i historycznych źródłach. "Odyseja" Homera stała się ich metaforą mimo, że opowieść kończy się powrotem do domu. Również Biblia pełna jest takich historii. Ucieczka i wypędzenie istnieją w dziejach ludzkości, odkąd człowiek stworzył systemy rządów i zaraz potem zaczął je niszczyć, odkąd prowadzi wojny z innymi ludźmi, podbija obce terytoria, konkuruje o tereny łowieckie i rolnicze i zdobywa kolonie. Siłą sprawczą uchodźctwa były przede wszystkim różne formy dążenia do władzy absolutnej oraz religijna nietolerancja.

Od "stulecia emigrantów" do "stulecia uchodźców"

Na początku XIX w. siły obywatelsko-rewolucyjne potężnie zachwiały dotychczasowymi monarchistycznymi zasadami panującymi w świecie. Reakcja konającego "starego reżimu" przyczyniła się do otwarcia epoki politycznej emigracji, w której - za fasadą zmurszałych monarchii - rozwijała się "polityczna subkultura emigracji" jednocząca liczne, a zarazem słynne nazwiska europejskiego życia duchowego. Równocześnie, problemy społeczne w Europie oraz kuszące widmo Nowego Świata wywołały wielomilionową emigrację za ocean, którą według dzisiejszych norm można byłoby nazwać uchodźstwem gospodarczym. Tą drogą Europa "wyeksportowała" w owym czasie znaczną część swoich bytowych kłopotów oraz rewolucyjnej energii. Również Niemcy były w tych latach krajem emigracyjnym, a dopiero później, w okresie grynderstwa, wraz z wzrastającym zapotrzebowaniem na siłę roboczą stały się one także państwem imigracyjnym.

Polscy uciekinierzy po rozpoczęciu wojny 1939r.
Polscy uciekinierzy po rozpoczęciu wojny 1939r.

Istnieje kwestia, która jednak różni opisaną sytuację od współczesności: pozaeuropejskie kraje imigracyjne potrzebowały wówczas imigrantów; nacisk emigracyjny związany z sytuacją socjalną korespondował z potrzebami kraju docelowego. Nie istniały wtedy jeszcze co prawda powszechne prawa człowieka dotyczące wolności wyboru miejsca zamieszkania, lecz istniało prawo do emigracji oraz spora szansa na przyjazne przyjęcie i naturalizację w nowym domu.

Dziewiętnastowieczne narodowe wojny wyzwoleńcze sygnalizowały również ogromny wybuch nacjonalizmu, któremu dłużej nie mógł się opierać - misternie przez cesarzy, królów i książąt skonstruowany - dotychczasowy porządek państwowy. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia wydarzenia te były zapowiedzią uchodźstwa, mającego swe miejsce już w pierwszej połowie XX w. Wspominając wiek XIX jako okres mniej lub bardziej pokojowej emigracji, Europę pierwszych dziesięcioleci XX w. nazwać musimy areną walki, erupcji przemocy oraz uchodźstwa w nieznanym dotąd wymiarze.

Uchodźcy 1945
Uchodźcy 1945

Nasze stulecie zasłużyło sobie na niepochlebną sławę "wieku uchodźstwa". Fikcyjne "państwo uchodźców" z około 250 mln swoich "obywateli" zaliczałoby się na mapie politycznej świata do państw-mocarstw. Stanowiłoby multikulturową wypadkową niezliczonych indywidualnych i grupowych tragedii wywołanych za sprawą niepokojów państwowych, wrogich mniejszościom ideologii (nacjonalizm i faszyzm) i sprawowania totalitarnej władzy lub dążenia do niej. Nawet największe osiągnięcie Oświecenia - prawa człowieka i obywatelskie - nie mogły zapobiec ani faszystowskiemu i stalinowskiemu zaślepieniu, ani pogardliwemu traktowaniu uciekinierów jako "nie istniejących - według prawa miądzynarodowego".

"Czystki etniczne" w imię państwa narodowego

Postępujący nacjonalizm rozsadził od wewnątrz dwa wielonarodowościowe mocarstwa: monarchię naddunajską i Imperium Osmańskie. Ich upadek wywołał zorganizowane przesiedlenia oraz nacechowane paniką ruchy migracyjne pomiędzy powstającymi na ich ruinach państwami narodowymi. Do najcięższych w swoich skutkach - ponieważ ich echo spostrzec można do dziś w napięciach międzypaństwowych - należała obowiązkowa wymiana narodowych mniejszości pomiędzy rdzennym państwem tureckim w Azji Mniejszej oraz wyzwolonymi przez Grecję i Bułgarię w wojnach bałkańskich europejskimi częściami Imperium Osmańskiego. Pierwsze wielkie fale uchodźców tego stulecia przetoczyły się więc przez szczątki byłego mocarstwa na północno-wschodnim obrzeżu Europy. Miliony ludzi zmieniło miejsce swego stałego pobytu.

Uciekinierki przechodzą przez Berlin, 1945 r.
Uciekinierki przechodzą przez Berlin, 1945 r.

W imię państwa narodowego odbywało się "narodowe scalanie ziem"; nikomu jednak nie przyszło do głowy zapytać czy mniejszości chcą w ogóle "wracać do domu" - do "ojczyzny", która nierzadko była im zupełnie obca i przeważnie zaproponować im mogła jedynie prowizoryczne przyjęcie. Podparyskie umowy udzieliły tym "narodowym porządkom" międzynarodowego błogosławieństwa. "Przesiedlenie" stało się nowym pojęciem prawa międzynarodowego, choć wielokrotnie okazywało się raczej jedynie piękną nazwą kamuflującą wypędzenie.

Równocześnie "narodowi Turcy" pod wodzą Kemala Atatürka przy użyciu przemocy próbowali zapobiec "wykruszeniu się" z ich państwa terenów granicznych, zamieszkanych przez Ormian, Kurdów, Asyryjczyków i Chaldejczyków. To, co przydarzyło się wtedy Ormianom, można bez wahania opatrzyć mianem holocaustu. Międzynarodowa społeczność wiedziała oczywiście, co wydarzyło się "gdzieś tam daleko, w Turcji", i pozwoliła na to, ponieważ ważniejsze były jej strategiczne i komercyjne interesy niż los dotkniętych nieszczęściem mniejszości. "Czystki etniczne" w byłej Jugosławii mają w przeszłości swoje odbicie podobnie jak reakcje Unii Europejskiej.

Granica sektorów w Berlinie, 1953 r.
Granica sektorów w Berlinie, 1953 r.

Na dalszych dziejach uchodźstwa w Europie szczególnie mocno odbiła się umowa z Lozanny (1923), ponieważ po raz pierwszy w historii użyła ona przesiedlenia jako instrumentu politycznego i w ten sposób usankcjonowała przymusową deportację na arenie międzynarodowej. Historia zna wiele przypadków wysiedleń, przede wszystkim jako następstwo stalinowskiej polityki narodowościowej, ale nigdy wcześniej nie cieszyły się one - wątpliwym zresztą - błogosławieństwem prawa międzynarodowego, co miało miejsce w Lozannie. Umowa ta należy również do antecedencji artykułu 13 traktatu poczdamskiego, zawierającego decyzję dotyczącą "zgodnego z przepisami i humanitarnego przesiedlenia" - pozostałych w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech - Niemców. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego, artykuł ten, podobnie jak umowa z Lozanny jest sporny, ponieważ przymusowa deportacja mniejszości godzi w fundamentalne zasady tego prawa, bez względu na to, czy wysiedlenie traktowane jest jako następstwo wojny, czy jako reparacje minionego bezprawia. Niestety, tak jak w Lozannie, również w Poczdamie "prawo zwycięzcy" pominęło takie subtelności międzynarodowej sprawiedliwości.

Obok prądów migracyjnych wywołanych "narodowym scalaniem ziem", rozproszeni na całym świecie "uchodźcy rewolucyjni" po rewolucji październikowej w Rosji zaznaczyli nowe zjawisko - przyczynę ucieczki, aktualną aż do zerwania żelaznej kurtyny po przełomie w polityce światowej w latach 1989/1990 - "głosowanie za pomocą nóg" według własnych słów Lenina. Przejęcie władzy przez komunistów w nowym wówczas państwie radzieckim, później we wschodniej Europie, w częściach Azji (Chiny, Korea Północna, Indochiny), na Kubie, w niektórych państwach afrykańskich (Etiopia, Angola, Mozambik, Gwinea) wywołało masowe wręcz ucieczki.

Ucieczka przedstawicieli obalonego carskiego reżimu nie była zjawiskiem nowym: każda rewolucja pociąga za sobą falę uchodźców. Nowa była idea zawarta w dekrecie z 1921 r., która uniemożliwiała uciekinierom powrót. Również ta praktyka ekspatriacyjna wczesnego państwa radzieckiego miała znaleźć naśladowców i milionom ludzi nadać status osoby poza państwem, poza prawem, poza ochroną, którego efekty złagodzić mógł jedynie "nansenowski paszport" wydawany przez pierwszego wysokiego komisarza Ligi Narodów do spraw uchodźców.

Również wtedy starania Ligi Narodów, która zmuszona koniecznością traktowała problem uchodźców - wynik nowego porządku państwowego Europy, rewolucyjnej zawieruchy w Rosji i upadku Imperium Osmańskiego - jako wymagający uregulowania problem porządku światowego, rozbiły się o jej ograniczone możliwości wywarcia wpływu na stosunki wewnętrzne państw praktykujących wysiedlanie swoich obywateli; marne efekty tego działania porównać można do wyników, jaki dziś osiąga Organizacja Narodów Zjednoczonych przy ograniczaniu władzy i przemocy jako siły napędowej światowej polityki.

Ucieczka i wypędzenie - katastrofy drugiej wojny światowej

Liga Narodów powołana, aby realizować Kantowski Wieczny Pokój w polityce światowej, nie mogła również zapobiec drugiej wojnie światowej. W okresie poprzedzającym ją, podczas jej trwania i w jej następstwie około 60 mln ludzi zmuszonych zostało do opuszczenia kraju swojego pochodzenia. To masowe zjawisko, obejmujące największą w historii ludzkości liczbę ofiar, było sumą wielu poszczególnych wydarzeń. Katastrofy dotyczące ogromnych grup niejednokrotnie odsuwały w cień ilościowo jedynie mniejsze nieszczęścia, jak np. dzieje 420 tys. przedstawicieli narodu karelskiego, którzy w latach 1940-1944 trzykrotnie wędrowali pomiędzy Finlandią i Związkiem Radzieckim. Miejsce pobytu zmienili:

  • uchodźcy ideologiczni wycofujący się przed naporem faszyzmu, przede wszystkim z Hiszpanii i Niemiec, potem również z państw zajętych przez wojska niemieckie;
  • deportowani więźniowie wojenni, robotnicy przymusowi i mniejszości narodowe;
  • ofiary niemieckiej narodowosocjalistycznej polityki czystek etnicznych, które wielokrotnie pod naciskiem przesiedlane były na "swoje" tereny;
  • uciekinierzy ze stref walk, przede wszystkim tak zwani uciekinierzy ze Wschodu wycofujący się pod naporem Armii Czerwonej;
  • w końcu ofiary masowych wypędzeń, które miały miejsce po zakończeniu wojny.

Częścią tych wydarzeń są dzieje wypędzania Niemców ze Śląska: każdy pojedynczy przypadek jako indywidualna tragedia oraz - w odniesieniu do historii -jako jedynie kamyk w mozaice światowego uchodźstwa. Sytuacja Ślązaków, w odróżnieniu od losu milionów wypędzanych w innych częściach świata, była stosunkowo uprzywilejowana: posiadali oni niemieckie obywatelstwo, mieli dostęp do wszelkich świadczeń i opieki ze strony państwa narodowego. Tym, którzy przybyli do Republiki Federalnej potem, jako "późni wysiedleńcy", niemiecka polityka przyznała kolejny przywilej: podwójne obywatelstwo, nieosiągalne dla innych przybyszów.

Statystyki mówią o ponad 18 mln ludzi, którzy między rokiem 1939 a 1945 zmuszeni zostali przez nazistowskie Niemcy do opuszczenia swoich domów, kolejne 15 mln deportował lub przymusowo przesiedlił w tym okresie reżim Stalina (przykład "rosyjskich Niemców" czy części narodów kaukaskich). Wszystkie konkretne liczby wymieniane powinny być jednak bardzo ostrożnie i tylko po to, aby uzmysłowić rząd wielkości: im są one większe, tym częściej przyczyniają się do zlekceważenia dramatyzmu uchodźstwa: przekraczają one po prostu ludzką zdolność pojmowania.

Na mocy ustaleń traktatu poczdamskiego, w "przepisowy i humanitarny" sposób 6,6 miliona Niemców miało zostać wysiedlonych z Polski, Czechosłowacji i Węgier. Jeszcze przed wejściem w życie tego transferowego planu około 6 mln ludzi uciekło lub zostało wypędzonych z tak zwanych "terenów wschodnich". Do 9,5 mln "uchodźców ze Wschodu", którzy w 1947 r. pojawili się w czterech strefach okupacyjnych, doliczyć należy kolejne 6 mln (do momentu wybudowania muru) uciekinierów z radzieckiej strefy okupacyjnej. Uchodźcy nie byli chętnie witani w zbombardowanych, głodujących miastach, które i tak nie mogły zapewnić wszystkim dachu nad głową - mieli jednak niemieckie paszporty i prawne podstawy egzystencji, których uciekinierzy w normalnych warunkach nie mają.

Według ścisłej definicji uchodźcy politycznego z konwencji genewskiej z 1951 r. "uciekinierzy ze Wschodu" i "uciekinierzy strefowi" nie byli właściwie uciekinierami: nie przybywali oni do obcego kraju i dzięki temu nie tracili swoich praw wynikających z przynależności państwowej. Zgodnie z literą międzynarodowego prawa uchodźczego znajdowali się oni w "sytuacji podobnej do uchodźstwa", która jednak istotnie różniła się od prawdziwego losu uciekinierów, pozostających w obcym kraju, bez ochrony ze strony państwa i zdanych jedynie na niechętnie przyznawaną, skąpą pomoc.

Przyjęcie i integracja uchodźców i wypędzonych przez zachodnioniemiecką społeczność w - naznaczonych bezrobociem i deficytem gospodarczym - niezwykle trudnych warunkach bytowych było jednym z większych osiągnięć w powojennej historii Niemiec. Heinrich Albertz, minister do spraw uchodźców w Dolnej Saksonii pod koniec lat czterdziestych, gniewnie wręcz patrzył na bogatą teraz Republikę Federalną, w której mówiono o klęsce państwowej, kiedy liczba proszących o azyl przekraczała rocznie próg stu tysięcy. Z tym, że według artykułu 116 konstytucji i postanowień federalnego prawa o uchodźcach ludzie ci nie byli wcale Niemcami.

Uchodźstwo w trzecim świecie - przesunięcie problemu z Europy

Patrząc wstecz na problem uchodźstwa i wypędzeń w okresie powojennym w Europie zapominamy o tym, że borykały się z nim nie tylko pokonane w wojnie Niemcy. Podział na bloki militarno-ideologiczne, wybuchające w wielu miejscach rewolucje oraz rozpad imperiów kolonialnych przyczyniły się do wojen, powstawania nowych granic i masowych ruchów migracyjnych również w innych częściach świata. - Wojna domowa w Chinach sprawiła, że około 30 mln Chińczyków stało się uciekinierami we własnym kraju. Po zwycięstwie armii rewolucyjnej Mao Tse Tunga w ciągu jednego tylko roku 2,2 mln Chińczyków uciekło wraz z obalonym rządem na Tajwan, a kolejny milion (w tym elita gospodarcza z Szanghaju) do kolonii korony brytyjskiej - Hongkongu. - Bezpośrednio po podziale Półwyspu Koreańskiego około miliona osób uciekło z północy na południe, a po nich ruszyły kolejne miliony podczas wojny koreańskiej. - Również podział Wietnamu, który nastąpił po krwawej wojnie kolonialnej, wywołał wielką falę ucieczek z północy na południe. - Podział Indii brytyjskich w 1947 r. na dwa państwa: Indie i Pakistan przyczynił się do powstania największego szlaku uchodźczego w historii. Według szacunkowych danych około 10 mln Hindusów i muzułmanów - zmuszonych do zmiany miejsca pobytu "czystkami religijnymi" na wspólnych do tej pory terytoriach - przewędrowało, częściowo tymi samymi trasami, przez nowo powstałą granicę. Podobne wydarzenia miały miejsce, kiedy z indyjską pomocą wschodnia część Pakistanu oddzieliła się od zachodniej jako Bangladesz.

Pojawienie się uchodźstwa pozaeuropejskiego stanowi przełomowy moment w dziejach ruchów migracyjnych. Zamyka on okres ściśle związany z drugą wojną światową i przyspieszoną w ten sposób dekolonizacją, przenosi problem uchodźstwa do - powstającego na ruinach imperiów kolonialnych - trzeciego świata. Sytuacja ta trwać będzie aż do chwili rozpadu Związku Radzieckiego i Jugosławii, które sprawiły, że jest to znów europejski kłopot. Konflikt Wschodu z Zachodem wciągnął każdy skrawek ziemi w walkę ideologiczną, za sprawą militaryzacji trzeciego świata dodatkowo przyspieszył nagromadzenie potencjału przemocy i tak wywołał krwawe "wojny zastępcze".

Trzeci świat - "świat obozów dla uchodźców"

Trzeci świat stał się "wojenną areną świata" i w następstwie kumulacji walk - "światem obozów dla uchodźców" (Volker Matthies). Strategiczne interesy wrogich systemów, konfrontowane stale na wszelkich frontach, wielokrotnie bezkarnie dopuszczały do ciężkiego pogwałcenia praw ludzkich; wykorzystywały i wyposażały dyktatury w broń, również gdy ta używana była przeciw własnym obywatelom - bez ograniczeń stosowano motto prezydenta Kennedyńego: "Somoza jest co prawda świnią, ale jest przecież naszą świnią". Konflikt Wschodu z Zachodem, wynikające z niego rozpowszechnienie represyjnych dyktatur wojskowych oraz liczne wojny domowe stały się w owym czasie głównym powodem ucieczek i wysiedleń.

Przed 25 laty Urząd Wysokiego Komisarza ONZ do Spraw Uchodźców (UNHCR) oceniał liczbę uciekinierów na całym świecie jedynie na 2,5 mln osób, na początku lat osiemdziesiątych było ich prawie 11 mln. Kolejną dekadę opisywano już jako "dziesięciolecie uciekinierów". Na miano to zasłużyły sobie lata osiemdziesiąte dzięki ruchom migracyjnym wywołanym przez niezliczone wojny domowe m.in. w Nikaragui i Salwadorze oraz jawne interwencje obcych wojsk w Indochinach, Afganistanie, Etiopii, Czadzie, Angoli i Mozambiku. Wydarzenia te dotyczyły prawie każdego państwa w Afryce, na Środkowym Wschodzie, w południowej i południowo-wschodniej Azji jak również w Ameryce Środkowej. Do państw przemysłowych na północy docierała jednak jedynie niewielka część uciekinierów, przeważnie z kontynentalnych Indochin. Dzięki obecnej tam telewizji rozgłoszone zostały akcje ratunkowe Capa Anamura, wysłanego przez Komitet Lekarzy Pogotowia Ratunkowego. Ważnym zjawiskiem towarzyszącym tym wydarzeniom stał się tzw. "czynnik CNN": uważano, że mniej lub bardziej przypadkowa obecność ekip telewizyjnych ma istotny wpływ nie tylko na kształtowanie się opinii publicznej, ale również na niektóre polityczne decyzje.

Śródłem fal uciekinierów były niezmiennie obszary ogarnięte walkami zbrojnymi. Przyczyny konfliktów, w każdym przypadku inne, miały w istocie pewne wspólne cechy: dotyczyły w większości sztucznych tworów państwowych w arbitralnie wytyczonych granicach, wszędzie elity toczyły walkę o władzę i podział państwowych synekur, zasłaniając sią hasłami etnicznymi i religijnymi. Dostawy broni z Zachodu czy ze Wschodu - ta pomoc w "rozwikłaniu konfliktu" - w kontekście światowej rywalizacji dwóch bloków, brutalizowały walki.

Uchodźcy z Bośni
Uchodźcy z Bośni

Przełom w polityce światowej w latach 1989/1990, zakończenie konfliktu między Wschodem a Zachodem i kilku konfliktów regionalnych sprawiły, że wielu optymistów spodziewało się również automatycznego rozwiązania problemu uchodźców. Wybuch nowych wojen domowych w Afryce, na Bałkanach i na Kaukazie świadczy o czymś przeciwnym: zarysowuje się nowe "dziesięciolecie uchodźców". Liczby przytaczane przez UNHCR biją wciąż nowe rekordy. W Europie i w Ameryce Północnej skokowo wzrasta liczba osób proszących o azyl. Migracja wytworzyła na Zachodzie nowy obraz wroga, zastępując stracony - Wschód.

Czarny scenariusz "nowych wędrówek ludów"

Mówiąc dziś o "światowym problemie uchodźstwa" czy o "stuleciu uchodźców", mamy na myśli nie tylko osoby figurujące w rejestrach UNHCR. Kwalifikując uciekinierów jedynie na podstawie wąskiej definicji konwencji genewskiej obejmujemy tylko wycinek z ogólnoświatowych ruchów migracyjnych i tym samym przyczyniamy się do umniejszenia rangi tego problemu.

W połowie 1994 r. UNHCR oceniał ogólnoświatową liczbę uchodźców na około 23 mln. Ta suma nie obejmuje jednak co najmniej tak samo wielkiej liczby uciekinierów wewnętrznych (displaced persons), którzy znajdują się co prawda w "położeniu uchodźcy", jednakże nie przekroczyli granic państwowych. W Afryce liczba około 20 mln osób, które zmuszone zostały do zmiany miejsca stałego pobytu we własnym kraju, była prawie trzykrotnie większa od liczby zarejestrowanych przez UNHCR uchodźców.

Problem światowego uchodźstwa według kryteriów i liczb UNHCR pozostaje z punktu widzenia północy problemem ograniczonym, ponieważ około 90% uchodźców pozostaje w regionach pochodzenia i tam utrzymywani są przez międzynarodowe organizacje pomocy. Najczęściej krajami przyjmującymi są ubogie kraje sąsiedzkie, z których międzynarodowe organizacje pomagające uciekinierom zdjąć mogą jedynie część tego ogromnego brzemienia. Nie Europa lecz Afryka jest centrum międzynarodowej migracji: na tym kryzysowym kontynencie, na którym żyje zaledwie jedna dziesiąta ludności świata, znajduje się prawie połowa międzynarodowych migrantów (uchodźców, legalnych i nielegalnych gastarbeiterów) i większość uchodźców wewnętrznych. Na tym kontyencie kumulują się wszystkie kryzysy i katastrofy, które wywołują masowe, niekontrolowane przemieszczanie się ludności: wojny domowe, klęski głodowe i ekologiczne, represje polityczne.

Na początku lat dziewięćdziesiątych badacze ocenili ogólnoświatową liczbę wszystkich przekraczających granice migrantów na około 80-100 mln osób. Wśród nich - obok 23 mln "prawdziwych" uchodźców - znajduje się około 25 mln wyposażonych w umowy o pracę ("legalnych") gastarbeiterów. Nieznana i prawdopodobnie największa jest liczba uchodźców "nielegalnych". Często, nawet bardzo dobrze zorganizowane administracje nie wiedzą, ile takich osób przebywa w rejonach przygranicznych i w podmiejskich slumsach.

Twierdzenie o "nowych wędrówkach ludów" często podbarwiane jest liczbami, które obejmują również wewnętrznych uchodźców ze wsi i uchodźców ekologicznych. Jest ono mylące, ponieważ budzi asocjacje do historycznych wędrówek ludów, podbojów, w których chodziło o zorganizowane wyprawy całych narodów w poszukiwaniu nowych terenów. Niebezpieczeństwo takiego twierdzenia polega również na tym, że skojarzenia takie przerażają, tworzą obraz zagrożenia, utrudniając równocześnie racjonalny stosunek do problemu migracji. Nie ma ono racji bytu również dlatego, że oczekiwany z obawą "najazd biedaków" ze wszystkich stron świata jak dotychczas nie nastąpił - lub też odparty został skutecznie dzięki barierom policyjnym i zasadom prawa azylowego.

Kolejne "dziesięciolecie uchodźców"?

Przegląd ogólnoświatowych wydarzeń związanych z migracją ukazuje, że jest to problem bardziej południowo-południowy niż południowo-północny. Fałszywe jest przekonanie o tym, że większość uchodźców kieruje się na północ. Obozy dla uchodźców na terenach przygranicznych również w przyszłości będą należały głównie do zjawisk trzeciego świata, a ludzi -w "przepisowy" i "nieprzepisowy" sposób - poszukujących pracy spotykać będziemy na całym świecie, ponieważ:

  • wciąż będą przybierać na sile konflikty o zasoby (np. o ląd i wodę), konflikty o władzę i podział wpływów, oraz destabilizacja wywoływana przez międzynarodowych żebraków;
  • obserwuje się odrodzenie przemocy spowodowanej różnicami etnicznymi, a żądania prawa do samostanowienia przez mniejszości stanowią element wybuchowy w systemie państwowym;
  • rosnące różnice społeczne zaostrzać będą również konflikty etniczne i religijne;
  • gwałtowny przyrost naturalny i postępująca pauperyzacja ludności, które Bank Światowy zapowiada przede wszystkim w Afryce, powiększać będą nacisk migracyjny, który co prawda będzie najpierw szukał ujścia wewnątrz kontynentu, ale również skieruje się tam, skąd codziennie przychodzą obrazy dobrobytu i przesytu;

Szybko postępujące zniszczenie środowiska naturalnego spowoduje powstanie wielomilionowej fali uchodźców ekologicznych, którzy nie mogąc już żyć tam, gdzie żyć chcą, szukać będą dla siebie nowego miejsca na Ziemi. Według studium Programu Ochrony Środowiska Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) już 35% obszaru lądów, przede wszystkim w strefie tropikalnej i subtropikalnej, znajduje się w kolejnych stadiach pustynnienia. 850 mln żyjących tam ludzi zagrożonych jest utratą podstaw egzystencji. Oczywiście należy tu znów dodać, że większość uchodźców ekologicznych pozostaje wewnątrz regionów, z których pochodzą, gdyż nie mają oni żadnej szansy na przekroczenie międzypaństwowych granic. Międzynarodowa migracja w sensie politycznym i gospodarczym traktowana jest przez państwa zachodnie jako nowe wyzwanie i zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Dzisiaj, po zakończeniu konfliktu między Wschodem a Zachodem, społeczeństwa zachodnie czują się zagrożone bardziej ze strony światowego uchodźstwa, niż ze strony militarnych potęg na wschodzie czy południu. Międzynarodowa migracja włączona została do katalogu problemów "rozszerzonego bezpieczeństwa" i zajmują się nią obecnie ministerstwa obrony, wojskowe akademie oficerskie, gremia NATO oraz zespoły analityków sytuacji politycznej.

Sytuacja na świecie trafnie określona została w Human Development Report 1993 (Raporcie Programu Rozwoju 1993 r.) UNDP: biedacy podróżują bez paszportów i innymi drogami niż zalecają to państwa. Paul Kennedy (W oczekiwaniu na wiek XXI, 1993) w eksplozji demograficznej oraz powodowanych przez nią procesach migracyjnych widzi największy i najniebezpieczniejszy problem światowej polityki w nadchodzącym XXI stuleciu, a w nierównym podziale ograniczonych zasobów - właściwą przyczynę migracji. Światowa społeczność nie wie jeszcze jak temu zaradzić. Bezradnie i bezczynnie oczekuje nowego "stulecia uchodźców".

Inhaltsverzeichnis


Dieser Text stammt aus dem Austellungskatalog:
"Wach auf mein Herz und denke!" - Zur Geschichte der Beziehungen zwischen Schlesien und Berlin-Brandenburg
"Przebudz się, serce moje, i pomyśl" - Przyczynek do historii stosunków między Śląskiem a Berlinem-Brandenburgia
Hrsg.: Gesellschaft für interregionalen Kulturaustausch - Berlin / Stowarzyszenie Instytut Śląskie - Opole
Berlin-Oppeln 1995, ISBN 3-87466-248-9 sowie ISBN 83-85716-36-X